Nadejdzie kolejna noc. Kolejna, której nie będę mógł zasnąć. Będę.. czekał? a może się bał? Na pewno dużo myślał. Aż zasnę. Następny dzień będzie z początku szczęśliwy. Potem znowu jakieś doniosłe grono obwieści za plecami, co myślę i co czuję. I potem znowu będę mógł się oddać swoim sprawom przez nikogo nie nękany, przez nikogo niezauważony. Aż nastanie noc..a wtedy.. wrócą wszelkie myśli. I znowu sam przed sobą okaże się inny. Inny niż jestem, inny niż być powinienem. Bo..nie chce być nikim innym. Bo wiem,dobrze wiem co chce robić, wiem co mogę i do czego dążę..wiem,gdzie jest ten ogień, który przez dwa lata się palił i pozwalał mi tworzyć rzeczy, dzięki którym inni uważali mnie za świra, które były całym moim światem..a tak..z dnia na dzień gnieciony regułami, rzeczami o których się nie mówi..
Wiele rzeczy można zmienić..trzeba chcieć i działać, a nie czekać i udawać, że nic się nie dzieje…
Niemniej start owej stronki dodał mi trochę tego czegoś, czego mi brakowało…i może wreszcie uda mi się na poważnie wrócić do programowania?
Może…na razie pozostaje niepewność..
Zaczął się…okrutnie! Przecież jutro szkoła. Naprędce znalazłem zeszyty, w głowie zaczęły świtać jakieś sprawdziany, prace domowe, matura i takie tam..I przecież ostatni ponadtydzień minął w całkowitym zapomnieniu w/w i czy to naprawdę było takie złe?
Podczas przejazdów i wszelakich podróży zawsze bierze mnie na rozmyślania i nie inaczej było w drodze na i z Sylwestra (przez duże S, bo tak nazywa się piesek lub kotek - przedszkolaki góra!). Myślałem, co ten nowy rok przyniesie - co przyniesie sam, a o co można by się postarać, żeby przyniósł. Z pewnością przyniesie maturę - ale o jej zdanie należy się już postarać. Stary rok dla odmiany przyniósł bliską mi osobę (no dobra, nie tak samo z siebie, ale taka wersja pasuje mi do rozważań) - o która trzeba będzie się starać, a na pewno nie czekać na to, co wyjdzie samo. Tutaj też następuje miejsce na przemyślenie rzeczy z tym związanych gestów, słów, czynów - i to tak ogólnie względem wszystkich ludzi - ile z nich można żałować, z ilu być dumnym, ile było potrzebne, ile niekoniecznie. Ile przyniosło skutek oczekiwany, ile odwrotnie. I prawda taka, że zapomina się o tym następnego dnia - bo tak naprawdę mało które są na tyle ważne, by były zapamiętane. Jednak ja pamięć do takich rzeczy posiadam - takich, które można by poprawić, tylko…po co? Każdego następnego dnia pojawiają się nowe “obiekty analizy” i miejsca nie ma by je pamiętać. Bo przecież można, można przejmować się wszelkimi pierdołami - tylko do czego to tak naprawdę ma prowadzić? Trzeba skupić się na czymś, co można uznać za krok milowy. I dla każdego będzie to coś innego…ale na razie cóż…pora do szkoły i na próbę poloneza i na angielski i na matmę i na fizykę i ach…byle do maja.
I mówię Ci Ika - uszy i inne części ciała do góry. Pozdruffka ;]
Jesteś głupi! Głupi! Po stokroć!