Jak się chce, to można - na przykład nie spóźnić się na WF. Wniosek taki, że można wszystko, jeśli się tylko bardzo chce. Ale czy można się nauczyć do jutrzejszej klasówki z polskiego, z tematów których się nie zna, nie chce się znać i ma się nadzieje nigdy nie poznać? Z czegoś, co jest absolutnie zbędne w życiu? Można, zakrzykną tłumem wojownicy słowa pisanego na koniu metafory jadący..tylko po co?
Kolejny ciężki dzień. Taki z gatunku tych, kiedy do domu się wraca mokrym całkowicie. I to nie od deszczu, ale od kochanego rowerka a raczej potu nań wylanego. No i liście grabiłem - nie sądziłem,że można to lubić - ale to pewno tylko ten jeden raz, ze względu na sztab, który podjął się tego zadania.
Z drugiej strony coraz dotkliwiej przekonuje się, jak wielką wagę niektórzy przykładają do słowa mówionego i pisanego. Większą niż ja i to prowadzi do problemów. To jak również moje nieudolne próby zabawy słowem i gramatyką. Ot takie zakłócenia komunikacyjne.
No i wniosek na dziś - jazda w ciemnościach po polnych drogach jest fajna, ale błotna, morka i dupoboląca. Over.
Dniem fajnym się okazał. Wstawanko po 6 i wywalenie się o pusta butelkę - to jest to czego potrzeba z rana każdemu prawdziwemu mężczyźnie. Kolejną rzeczą jest World Of Warcraft - który nastrojowo podkreśla klimat, a dodatkowo powoduje, że po 6 godzinach gry wczorajszy obiad który wydawał się być niedobry i nie do zjedzenia staje się niezwykle apetycznym posiłkiem i tak milutko wypełnia pustkę w żołądku. I ta świadomość, że do wieczora nie muszę NIC robić..no trochę przytłacza. Wieczór, jak to zwykle bywa, stoi pod znakiem szkoły…
No i ostatni raz - przynajmniej w najbliższym czasie - trza było wstać tak rano i zasuwać do szkoły. Matma. Dla wielu brzmi jak wyrok - dla mnie brzmi jak wyzwanie. Podjęte…i chyba nawet z całkiem niezłym rezultatem. Się okaże jak zwykle.
Gra zdaje się powoli rozwiązywać, czy może lepiej upraszczać. Jest dobrze, ale nie beznadziejnie. Padła wierzba - jak słusznie ktoś tu zauważył (a jak Pan w ogóle tutaj wlazł? :) ) - teraz mam taki fajny widok na gimnazjalistów pijących piwko…życie…
Zaczęło się tak jak wczoraj. Wcześnie rano, z tym, że dzisiaj znałem już plan działań i jakoś tak mniej stresu.. Troszke byłem po czasie, ale okazało się, że nic się nie stało i było ok. Angol jak to angol - zależy na co się trafi..z części pt. listening i reading mam jak sprawdziłem 75% - więc nie jest źle ;]
Co do spraw bardziej przyziemnych - zaryzykowałem.Spróbowałem.A może ciągle próbuje..bo co tak naprawdę mogę stracić? Chyba nic..a pytań powstało wiele i korci mnie, żeby znać odpowiedzi..
Długa rozmowa była i wiele, wiele się dowiedziałem - i kurcze…to jest jakaś gra..i ja to widze..pytanie co jest stawką? I dlaczego widze, że to gra? Bo możliwości są dwie - gra się kończy i powoli odkrywamy prawdę - albo poznaje swoją działkę by ukryć jeszcze wyższe działania…no ale to już paranoja. Także - życzcie szczęścia - będzie potrzebne…
Facet Jaśmy nr. 16