Archiwa dla kategorii: 'niepokorny'
…przestaje mieć znaczenie. Może nie tyle znaczenie co wagę. Albo i nie tyle wagę, co sens. Chociaż to też złe słowo. Schodzi na dalszy plan. To pasuje.
Tak więc blog mój drogi popadł w zapomnienie. Częsciowo z powodu zabójczej fali linuksowych masturbantów zalewających ten blog od czasu do czasu w ramach walki o słuszną sprawę poruszaną w poprzedniej notce. Mimo, że wojenki lubię, to w tym wypadku uznałem, że pora przestać dolewać oliwy do ognia. Niemniej sprawa jeszcze wróci, obiecuje ;)
Kwestia druga - studia. Jak wiadomo studiuje sobie wesoło, a jedyną rzeczą która w owym studiowaniu mi przeszkadza jest sesja i okres tuż przed nią - tradycyjnie najeżony wszelakimi kolokwiami, sprawdzianami i innymi pseudozaliczeniami
Kwestia trzecia - praca. Wesoło jest - terminy i deadline projektu zbiega się dziwnym trafem z terminami zaliczeń, egzaminów i innych powyższych. Niemniej i tak wole to niż robić za jakieś popychadło za 7zł za godzinę, takto chociaż się czegoś uczę i przyszłość swoją w jakiśtam sposób buduję
Kwestia czwarta - sprawy społeczne - z racji powyższych ograniczają się do "kto ma pytania z …" oraz "spojrz na … trzeba tu poprawić … żeby było ….". Przejściowe
Kwestia piąta - sprawy sercowe - kiepsko,ale jeśli jakaś czytelniczka programuje z pasją cokolwiek co nie jest pralką ani magnetowidem, proszę się zgłosić :P
Reasumując - wstaje o 7 rano, tylko po to, by pracować i uczyć się na zmianę do 2 czy 3 w nocy. Oczywiście mam tego serdecznie dosyć, ale w przeciągu paru dni problemy powinny sie skończyć - albo wyleją mnie z roboty albo ze studiów, tak więc coś na pewno odpadnie :) W międzyczasie moge spędzić około godzinki użerając się z lekko zakompleksioną (sic!) panną (nooo…tu też mam nadzieje że się skończy,ale niekoniecznie tak jak w powyższym przypadku ;) )
Słowem trzy rzeczy, które cenie (zasady właściwie) poszły w dal:
- Unikanie wkręcenia się w tryby firmowo-korporacyjno-pracowe
- Unikanie nauki ponad miare - czyli zalożenia, że 3 w sesji poprawkowej w przyszłym semestrze to aż nadto
- Unikanie bezsensownych dyskusji i sporów
Raz jeszcze reasumując: żal chłopcy, po prostu żal..
Te lub podobne słowa możemy znaleść chyba wszędzie i przeczytać równie często. Możemy się dowiedzieć, że Bill to debill (the bill), że Vista ssie, że nie działą, że Linux jest lepszy, że Beryl/Compiz-Fusion pozwala na więcej przy mniejszym zużyciu zasobów. Że na linuksie jest wszystko czego trzeba, jest GG i jest Firefox i ogólnie fajnie.
Sam przyznam, że kiedyś w tej nagonce uczestniczyłem, tak samo uważałem każdego Windowsa za klątwę i niewymowne złe jednocześnie go używając. Potem miałem linuksa (Red Hat 7.2, mój boże, kiedy to było…) i tak w sumie do tej pory. Jak więc wygląda sytuacja z mojego punktu widzenia?
Przez jakieś 5 lat uzywałem Windows XP, do tego miałem antywira i ew. firewall - jakiś pakiet G-Data czy Norton. Problemy pojawiały się od czasu do czasu, rzadko poważniejsze - o wirusach wspomnieć nie mogę, bo nigdy nie posiadałem. Większe problemy z XPekiem złapałem na starym laptopie podczas pobytu w Irlandii, remedium okazała się reinstalacja. Od ponad roku posiadam Vistę - pierwszą styczność miałem gdy zakupiłem ją wraz z nowym komputerem. Do tej pory jedynym incydentem był problem z instalacją (update BIOSu wystarczył) oraz bluescreen, ale sam go sobie wywołałem gdyż grzebałem bezpośrednio w pamięci systemowej.
Informatyką zajmuje się na poważnie od jakiś 9 lat, programuje w wielu językach. Z komputera korzystam aktywnie i wielorako. Wymagam od niego stabilności i szybkości. Niezawodność jest czynnikiem podstawowym - chce włączyć komputer i z niego korzystać chociać jeśli trzeba pogrzebać - nie ma problemu.
Z każdym linuksem po kolei miałem zawsze sporo problemów - a to Ubuntu podczas instalacji przestał wysyłać sygnał do monitora LCD, a to Arch Linux tworzył z niewiadomych przyczyn gigantyczne pliki. Nawet gdy jakimś cudem instalacja kończyła się powodzeniem spędzałem dni próbując zmusić np. WiFi do działania, o innych kompontentach nie wspominająć. Najbardziej w pamięć zapadło mi jednak gdy Arch z niewiadomych przyczyn klawisz \ | zmapował jako , < uniemożliwiając mi wpisywanie pipe-a. Jeśli nawet z tym się pogodziłem to doprowadzenie systemu do używalności trwa. Połowa aplikacji jest niedopracowana i wymaga jakiś dziwnych bibliotek, plików i configów - podobno wszystko instaluje się samo, a podobno jednak nie działa. Mp3 też nie moge słuchać, bo komercyjne. Zresztą, niczego innego tez, bo karta dzwiękowa nie dała. Z jakiegoś powodu główny kanał dzwięku nazywa sie AUX. I nawet mimo to nie moge nic więcej, gdyż wszelkie serwery pozwalające na dostęp wielu urządzeń się sypią. Od tak, komunikat że unable to start i jakiś iście Microsoftowy kod błędu. Następnie próba odpalenia Visual Studio…hej,nie ma Visual Studio! .NET też nie ma. ani PSPada nie ma. Oczywiście, mogę próbować odpalić to na wine czy innym CrossOver, tyle, że zanim to zrobie minie wieczność, a dodatkowo trzeba to zainstalować a to też nie takie proste. Słowem fajnie, ale tydzień w plecy, żeby zmusić to działania sensownego. Ale ta cena…0zł + VAT. No i ta świadomość, że nigdy żaden wirus mi nie zaszkodzi i że nie ma tego wstrętnego Windows Update (ale jest zupełnie inne update, które robi dokładnie to samo). Bajka..
Czytaj dalej ‘M$ kradnie, a Vista to shit’
Tagi: linux, M$, microsoft, ms, vista
Takie oto hasło wita mnie na głownej stronie polskiego PayPala. Pomysł sam w sobie można o kant dupy potłuć, gdyż do obsługi tego pożal-się-boże systemu potrzebna jest karta kredytowa zdolna płacić przez internet, mając która można robić dokładnie to samo, a pozbyć się pośrednika który ściaga 1,35% haraczu. Zaczyna się niewinnie
Z adres www.paypal.pl przekierowuje mnie do paypal.com/pl/. Nie lubie tego,oj bardzo nie lubie - oznacza to może kłopotów i komunikatów typu "Podana treść nie jest dostępna dla wybranej wersji językowej" czy jakoś tak. Znaczy się tak zwykle to wygląda, tutaj jestem jeszcze pełen nadziei..
Dział "Często zadawane pytania" już na głownej stronie.
Po co mi PayPal, skoro już mam karty kredytowe?
No o to dokładnie mi chodziło. Klik.
Bezpieczna metoda płatności online. Wystarczy zalożyć bezpłatne konto, by wysyłać płatności kartą przez Internet Załóż konto
Ale mnie gówno obchodzi zakładanie konta! Chce odpowiedzi na moje pytanie.. a tak właściwie to czy bez konta nie moge płacić kartą?
Sprawa kolejna


Proszę porównać sobie te dwa screeny. Serwis któremu mam powierzyć swoje pieniądze i który jeszcze za to pięniądze brać chce nie umie zbudować swojego serwisu by wyświetlał się dobrze pod Operą!
Surfując dalej do głownej strony paypal.com - znajdujemy tam dokładnie to samo pytanie
Why use PayPal when I have credit cards?
Po kliknięciu jest już lepiej, bo pojawia się szablon pytanie-odpowiedz, ale… Pytanie to
Can I use a credit card with PayPal?
Chyba coś się tu nie zgadza…
O całym tym syfie przypomniał mi spam do paypala, na który nomen-omen zgody nie wyraziłem,ale kto by się przejmował. Mam tam konto, loguje się. Klikam "Dodaj środki". I co?
Funkcja Dodaj środki jest niedostępna
Aktualnie PayPal nie oferuje możliwości dodawania środków z rachunku bankowego.
No to ja się pytam, po jaką cholere PayPal pchał się do Polski, skoro mają ten rynek totalnie w dupie? Wystarczy jeden średnio rozgarnięty polski internauta by odkryć, że są serwisy pozwalające na obsługę płatności z różnych banków, kartami, smsami. I to byłaby recepta..na chwile obecną stwierdzam, że poza kiepskim serwisem, spamem i trąbieniem o eBay na każdym kroku PayPal.pl nie ma do zaoferowania zupełnie nic (poza narzutem na wszystkie Twoje transakcje)…
Tagi: bezsens, karty, paypal, płatności
Oto oglądając w TV wręczenie świniaka ministori rolnictwa a pożniej słuchając, że pan minister powinien się przekonać, że za 3zł/kg to się owego świniaka wyhodować nie da. Potem na dokładkę w tej samej TV lansował się niejaki Andrju, Lepperem zwany, ten co w obronie wysypywał zboże na tory, za co, nawiasem mówiąc do tej pory nie odpowiedział. W rozmowę włączył się jeszcze trzeci pan, który pana drugiego wyśmiał i jakoś tak się potoczyło.
Innego razu przeczytałem na WP
Paul McGuinness, menedżer zespołu U2, zwrócił się podczas targów muzycznych MIDEM z apelem do dostawców usług internetowych. McGuinness stwierdził, że powinni oni wreszcie na poważnie zaangażować się w walkę z piractwem - tzn. zacząć odcinać od Internetu osoby nielegalnie dystrybuujące muzykę w Internecie.
Pomijając całkiem fajne nazwisko tego kolesia, to jego wypowiedz ma całkiem sporo z rolnikami.
Otóż obie strony albo są wielkimi burakami albo bardzo sprytnymi i inteligetnymi ludzmi - z prostej przyczyny - każde chce naginać prawa rynku i wmawiać nam, że coś jest warte więcej niż my, tj. klienci kupujący wieprzowine oraz płyty, chcemy zapłacić. Jest to duże uproszczenie, ale problem do tego się właśnie sprowadza. Jeśli zarzuca się, że przetwórnie miesą zmówiły się (sic!) po to by skupować żywiec taniej to…cholera, ich święte prawo!
Pan McGuinness z gracją godną producenta żywca tucznego próbuje wmówić, że jego interesy są najważniejsze i wszyscy, absolutnie wszyscy muszą o nie dbać. I nie było by to może specjalnie dziwne, gdyby nie robił on tego co polscy rolnicy - ustala cenę wyższą niż nabywca ma ochote płacić!
Onegdaj Wałęsa (najstarszy) podczas prostestu w zakładach Unitra (a chodziło o to samo o co chodzi teraz ze świniakami ) powiedział:
Sądzę, że nie moge tego sprzedać
I to jest zdanie które najtrafnie oddaje wszystkie problemy. Problemem nie jest Internet, nie jest zmowa rzeźni, nie jest wszechobecne piractwo wieprzowiny. Problemem jest, że mało kto chce to kupować….a wmawiając, że państwo musi kupować świniaki albo że piractwu winni są programisci i providerzy naprawdę tego nie zmieni…chyba, że na gorsze..
Tagi: piractwo, rolnicy, świnie