Irlandia - część XI

12 Aug 2007; Maksymus007

Jak to zwykle bywa w niedzielne popołudnie rozgrywa się mecz. I jak to zwykle bywa grają tam Polacy. I ja też (choć już nie tak zwykle). I tak też stało sie dzisiaj. Jest 21:16 czasu Irlandzkiego - mecz zaczął się planowo o 17:30. Oznacza to ni mniej i więcej to, że graliśmy 3 i pół godziny. No powiedzmy 3 godziny i 15 minut z racji tego, że tam ktoś doszedł poźniej i tak dalej. Niemniej jak było tak było. Mokro. Bardzo bardzo. Na samym początku padał deszcz, mocno, intensywnie i duzymi kroplami przez co gra wlokła się niemiłosiernie wolno a zawodnicy ślizgali się po całym boisku. Potem powitało nas słoneczko, tęcza i znowu deszcze. Przelotne, dluższe, krótsze, ale jednak deszcze. Graliśmy więc w błocie, ślizgając się - i co? I było zajebiście, jak zwykle. Jak zwykle przegraliśmy, tym razem jednak padł samobój (nie mój). Ale najważniejsze w tym było to, żeby sobie pograć, pobiegać, wyżyć się, poprzepychać, poszarpać, powbiegać na siebie, poprzeklinać, pokopać nawzajem..o i dużo jeszcze możnaby tu wpisać czasowników z prefiksem ‘po’. I tyle. Pora pod prysznic, póki jeszcze stoje :)


2 odpowiedzi na “Irlandia - część XI”

  1. FSL

    juz sobie wyobrazam to… blotko, pot, krew…. uuuuaaaah… :D

  2. Jason

    No i widzisz, blog działa :]

Skomentuj