Ireland - część II
I tak jak to w życiu bywa, plany są piękne, marzenia a rzeczywistość skrzeczy. Tako i tutaj. Z powodów zupełnie mi nieznanych jest troche inaczej niż miało być. Inna sprawa, że głupotą byłoby zakładanie, że Irlandia to kraina gdzie na ulicy leżą pieniądze i że jak na potrzeby prostego przyszłego mam nadzieje studenta można szybko zarobić. Chyba powoli zaczyna się problem, który swojego czasu w Polsce był tematem żartów typu ‘zatrudnie 25 letnią dziewczynę, po studiach, z 20 letnim doświadczeniem’; Po prostu ‘no can do’. Sam kraj wydaje się nieciekawy. Wszystko smierdzi, wszystko wszystkim zwisa, codziennie pada, wieje, świeci słońce i tak dalej i tak w kółko. Ale dopóki jest kasa, nie jest źle. Tesco żywi, myje i ubiera. Chociaż ClubCard mogliby już wysłać. Problem jednak w tym, iż by wrócić do kraju trzeba mieć bilet na samolot. A tani bilet trzeba zamówić jakoś tak min. 2 tyg przed odlotem. A po zamówieniu biletu nie można go anulowac. A więc trzeba przesiedzieć na miejscu dwa tygodnie. I tu się robi długa lista problemów, konsekwencji tychże. I tak to narasta i narasta, zapytania i plany, co dalej, czy wiać, czy zostać, kalkulacje, ile można tu siedzieć, ile trzeba wydać, żeby przeżyć. Czy nie bardziej opłaca się wrócić do kraju i robić za 900zł. Kalkulacja, kalkulacja i raz jeszcze kalkulacja. Dawno już upadły marzenia o tym, co to mieliśmy zrobić z kasa. Jakie to konsole nowszej i starszej generacji miały być. Dzisiaj już wiemy, że nie będzie dwa razy 7800 w trybie SLI. Szkoda :) Niemniej jednak nie ma co się poddawać, szkoda tylko, że niebardzo jest o co walczyć, a jedyne co zostało, to czekać…
0 odpowiedzi na “Ireland - część II”
Skomentuj