Ireland - część III
Jak powszechnie wiadomo, najciekawiej jest nocą. Z różnych względów. A to coś ciekawszego w TV, a to ciemno, a to cicho, a to nie widać dokładnie, a to inni śpią, a to chłoniej, a to komary gryzą…no co kto lubi słowem.
Ale najfajniejsze są noce w Irlandii!
Irlandia, bo tyle tytułem wstepu należy dodać, jest krajem uważanym za rozwinięty, za dobrze prosperujący. Za gospodarczo stabilny. Tak więc, jak w każdym kapitalistycznym kraju, ludzie żyją tutaj w dobrobycie, mają kasę na życie, samochody, drinki, dziw…ne rzeczy różne.
Polska natomiast, dla kontrastu uważana jest za kraj rozwijający się, choć nie rozwinięty, za gospodarczo może i stabilny, ale politycznie i światopoglądowo już niekoniecznie. Tak więc, jak w każdym młodym pod względem kapitalizmu kraju, ludzie tutaj żyją w pełnym zakresie dobrobytu - od jego braku po przepełnienie.
Ale podstawowa, z punktu widzenia młodego i jakże zdolnego programisty (a co, umiem nawet XMLa napisać :P) róznica objawiła się o 1:00 czasy GMT - czasu irlandzkiego - znaczy się o 2 w nocy czasu polskiego. Otóż dzikie tabuny masowo wylewające się z klubów, pubów i barów maści wszelakiej. Dzikie, mimo, że cywilizowane, tabuny, mimo, że tu gór sporo i dużo owiec. Istna masakra! Ludzie ledwo trzymający sie na nogach, panienki ledwo trzymające się na szpilkach i ledwo zakrywające swym skromnym pod względem ilości ubiorem swoje olbrzymie tyłki. Czy trudność utrzymania się na wspomnianych szpilkach łączy się z olbrzymimi tyłkami (co niejako przekłada się na olbrzymiość innych części ciała) czy też nie - ustalić się nie udało.
W Carlow, które nawiasem mówiąc jest częścią Irlandii (tej od dobrobytu) jest Drzewo Życia (Tree Of Live) (nomen omen jest ono z jakże żywego metalu z postaciami kościotrupów (też z metalu)). I drzewo to, będace tak naprawdę fontanną stoi sobie w centrum. I odkryłem, skąd nazwa powiązana z życiem - otóż prosze państwa jest to punkt masowego zwracania zawartości żołądków (która jak wiadomo zawiera w sobie sporo życia w formie bakterii, wirusów i innego wszelakiego pływajacego weń Guinessa). Tak więc oto sekret, oto poszukiwany od dawien dawna skarb Irlandii!
A skarbem tym jest to, że rano już wszystko jest uprzątnięte…
I to jest właśnie różnica między kapitalizmem dojrzałym, a rozwijającym się…
Problem Irlandczyków i Irlandii polega na tym, że ten kraj przez dziesiątki lat, a w zasadzie od czasu wielkiego głodu spowodowanego zarazą ziemniaczaną, kiedy wymarła większa część populacji tej wyspy, a połowa z tych co przeżyli uciekła do USA, kraj ten pogrążony był w stagnacji, kryzysie ekonomicznym i biedzie.
Według powszechnie panującej opinii (także wśród Irlandczykó) jeszcze 15 lat temu w Irlandii żyło się gorzej niż w Polsce. Kraj był także o wiele bardziej zamknięty i pogrążony w katolickiej ciemności niż Polska od czasu przemian.
W kraj jakby nie było wiejski i prowincjonalny wpompowano dużą ilość pieniędzy, a Irlandczycy stali się nagle bogaci. Niestety - poza licznymi pozytywami - niesie to także upadek tradycyjnej kultury (nie chodzi mi oczywiście o słuchanie się kościoła ;) ), a ludzie kiedyś biedni teraz szaleją - np. obżerają się w fast foodach.
Kiedyś Irlandki były zdecydowanie chudsze… no cóż… szybki dobrobyt :)
Co do czystości, to tez z tym różnie bywa rano: http://www.drakkart.com/eire2/2007/05/15/there-is-litter-everywhere/
wuut?