Nowy rok!
Zaczął się…okrutnie! Przecież jutro szkoła. Naprędce znalazłem zeszyty, w głowie zaczęły świtać jakieś sprawdziany, prace domowe, matura i takie tam..I przecież ostatni ponadtydzień minął w całkowitym zapomnieniu w/w i czy to naprawdę było takie złe?
Podczas przejazdów i wszelakich podróży zawsze bierze mnie na rozmyślania i nie inaczej było w drodze na i z Sylwestra (przez duże S, bo tak nazywa się piesek lub kotek - przedszkolaki góra!). Myślałem, co ten nowy rok przyniesie - co przyniesie sam, a o co można by się postarać, żeby przyniósł. Z pewnością przyniesie maturę - ale o jej zdanie należy się już postarać. Stary rok dla odmiany przyniósł bliską mi osobę (no dobra, nie tak samo z siebie, ale taka wersja pasuje mi do rozważań) - o która trzeba będzie się starać, a na pewno nie czekać na to, co wyjdzie samo. Tutaj też następuje miejsce na przemyślenie rzeczy z tym związanych gestów, słów, czynów - i to tak ogólnie względem wszystkich ludzi - ile z nich można żałować, z ilu być dumnym, ile było potrzebne, ile niekoniecznie. Ile przyniosło skutek oczekiwany, ile odwrotnie. I prawda taka, że zapomina się o tym następnego dnia - bo tak naprawdę mało które są na tyle ważne, by były zapamiętane. Jednak ja pamięć do takich rzeczy posiadam - takich, które można by poprawić, tylko…po co? Każdego następnego dnia pojawiają się nowe “obiekty analizy” i miejsca nie ma by je pamiętać. Bo przecież można, można przejmować się wszelkimi pierdołami - tylko do czego to tak naprawdę ma prowadzić? Trzeba skupić się na czymś, co można uznać za krok milowy. I dla każdego będzie to coś innego…ale na razie cóż…pora do szkoły i na próbę poloneza i na angielski i na matmę i na fizykę i ach…byle do maja.
I mówię Ci Ika - uszy i inne części ciała do góry. Pozdruffka ;]
dzieki :]