WoW!
Kolejny ciężki dzień. Taki z gatunku tych, kiedy do domu się wraca mokrym całkowicie. I to nie od deszczu, ale od kochanego rowerka a raczej potu nań wylanego. No i liście grabiłem - nie sądziłem,że można to lubić - ale to pewno tylko ten jeden raz, ze względu na sztab, który podjął się tego zadania.
Z drugiej strony coraz dotkliwiej przekonuje się, jak wielką wagę niektórzy przykładają do słowa mówionego i pisanego. Większą niż ja i to prowadzi do problemów. To jak również moje nieudolne próby zabawy słowem i gramatyką. Ot takie zakłócenia komunikacyjne.
No i wniosek na dziś - jazda w ciemnościach po polnych drogach jest fajna, ale błotna, morka i dupoboląca. Over.
czasem tak jest…(2 akapit)
a nie mówiłem :P zamontuj se swiatła w rowerze ;p