Filozofia oprogramowania

Ostatnio mam okazję zajmować się oprogramowaniem o wdzięcznej nazwie Talend. W największym skrócie jest to program do tworzenia procesów przetwarzania danych – z mnóstwem pluginów i komponentów – dane mogą pochodzić z właściwie dowolnego źródła i do równie dowolnego trafiać. Z bazy do pliku CSV, z Twittera do systemu CRM, co kto lubi. Dodatkowo wszystko (czy znakomitą większość) tworzy się wizualnie, dodając komponenty, łącząc je liniami, a jak ktoś lubi to wpisze fragment Javowego kodu. Edytor oparty na Eclipse, eksport do aplikacji webowej, słowem – pełna, toporna Javowa aplikacja z milionem funkcji używanych raz na dwa lata przez testerów jak im smutno. Oczywiście by być pełnoprawną aplikacją działa w wolnym tempie, ma sporo bugów które wychwyciłoby dziecko po 3 minutach zabawy i podcina się równie często, a zmiana pierdoły wymaga grzebania w 30 warstwach istniejących tylko po to, by część komponentów mogła pracować w Afryce na serwerach Amigowych. To nie jest jednak głównym problem.

Problem polega na tym, że znowu, znowu nie ma opisanej filozofii programu. Masz komponenty, łączysz je i…i nie masz pojęcia czym tak naprawdę jest to połączenie, nie masz pojęcia co ono oznacza, komponenty – domyslasz się, że wejściem wchodzi, a wyjściem wychodzi – natomiast nie rozumiesz i nie zrozumiesz (a przynajmniej nie będziesz pewny swojego zrozumienia) dopóki nie zostanie to gdzieś napisane. Jest to bolączką która moim zdaniem dotyka strasznie wielu rozwiązań technologicznych w ogóle – brak ścisłego opisu, co jest czym. Gdy jesteś twórcą – wiesz wszystko i wszystko jest oczywiste, to oczywiste. W innym przypadky zbyt często użytkownik staje przed kobyłą która działa na zasadzie magii i prowizorki, a speszony wspomniany człowieczek cieszy się, jak coś się uda zrobić i czym prędzej znika wypychając przygodę z pamięci. (I swojej i komputera). Developerzy…napiszcie 3 słowa, co jest czym, krótko, bez technikaliów. To naprawdę się opłaci..

Posted in Flamewar, Technologie | Leave a comment

Polskie kino

Jako, że miałem ostatnio dużo okazji by do kina się na film udać, a że nie kosztowało mnie to dużo (w zasadzie to prawie nic) – a okazja z dniem dzisiejszym się skończyła – nastał czas wniosków.

Największym wnioskiem będzie polskie kino. Widziałem Projekt Dziecko oraz Święty interes. Oba filmy przypisywano do gatunku zdaje się komedii. Tutaj pierwsza refleksja.

Kto, do cholery, przydziela filmom kategorie? Albo one nie mają nic wspólnego z rzeczywistością albo ja nie mam – a obie opcje są równie prawdopodobne.

Reklamy. O dziwo..mało ich. W to miejsce trafiły zwiastuny zwane zdaje się zajawkami – bardzo fajna tendencja, szkoda tylko, że czasowo wychodzi na to samo. Tutaj przyznam uczciwie – mogę się czepiać, jako że czasami widziałem to samo dzień w dzień parę dni pod rząd i nieco bardziej znudzony i przewrażliwiony mogłem być niż jakbym raz na tydzień czy miesiąc to robił.

3D. Och jak ja tego, kurwa, nie lubię. Nie chodzi mi o samą technikę tworzenia – no wiecie, renderują sobie tego Shreka czy innego Buzza Astrala a potem oglądasz jak każdy inny film – ale o całe to 3D z okularami. Obraz jest ciemniejszy (okulary muszą przecież pochłaniać część światła) mniej ostry i tak naprawdę to nic to nie daje. Super, poleci we mnie płatek kwiatka czy piłka przez piłkarza kopnięta. Równie dobrze widziałbym ją w wersji klasycznej to też bym wiedział że w stronę kamery czy też widowni owa piłka leci. Wracając jednak do okularów – niestety, z nimi jak z toaleta publiczną – przyjemność ich użytkowania zależy w dużej mierze od poprzedniego użytkownika. Nie muszę chyba wnikać w szczegóły. Zaparowane, wysmarowane tłuszczem z popcornu (trzymajmy się tej wersji, proszę), uniemożliwiające głupie przechylenie głowy (znaczy okulary to nie przeszkadzają – tylko część ekranu widzi się wtedy nie przez magiczne patrzałki no i wygląda to średnio). Refleksja nr. 2:

3D to świetny “chłyt małketindingowy”. Cena biletu może pójść do góry, jest ku temu podkładka, debilne momenty można podkręcić latającym kwiatkiem a potwór wyskoczy nie na ekran, a na widza. Totalny bezsens.

Straszne filmy. Kwalifikowane jako horrory (patrz refleksja nr. 1). Może ja jestem stary, może widziałem wszystkie horrory na ziemi (chociaż nie widziałem wielu, wielu nie zobaczę i wstyd przyznać, ale części klasyków nie widziałem (albo i wszystkich), także moje doświadczenie raczej znikome jest w tej materii), może po prostu marudzę. Miałem okazję ‘zaliczyć’ Paintball oraz Zejście 2. Czas więc na refleksję:

Gdy bohater idzie, a za nim jest ciemno, a on świeci w lewo to potwór wyskoczy z prawej. Bądź z tyłu. Cokolwiek, ale wiadomo, że wyskoczy. Gdy skąpo odziana dziewczyna idzie zestrachana to coś wyskoczy, co nie będzie potworem, a ją przestraszy. Przewidywalne nie straszy.

Pozostaje więc wrócić do tematu – czyli polskich przedstawicieli w tym osobliwym poście. Komedia ma śmieszyć, koniec kropka. Obsadzenie Koterskiego Michała jako geja NIE jest śmieszne. Zwłaszcza, że nijak ma się ta postać do reszty filmu, ale wiadomo, ma być śmiesznie. Równie nie śmieszne jest umieszczanie wszystkich żartów w zwiastunie vel zajawce – rany, naprawdę można zmieścić cały film w tych 30 czy iluśtam sekundach – czego pięknym przykładem jest Święty interes. Historia zapomnianego samochodu idola młodzieży i nieco starszych czyli prekursora zarzekającego się, że już teraz ex-Hitlerjugend ma potencjał. Czy może miała, gdyż centralnie został on zmarnowany nudną i smutną historią o przemijaniu i macierzyństwie.
W tym samym tonie i tematyce utrzymany jest Projekt dziecko – nudnego, moralizatorskiego filmu o życiu (refleksja nr 1 do cholery!) – zaczynam się więc zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest jakiś ukryty przekaz dotyczący czekającego nas niżu demograficznego czy walka jakiejś organizacji pro-life poprzez podświadomy apel.

Refleksja nr. 1, kurde…

Posted in Technologie, Życie | Leave a comment

Nowy wymiar pizzy

A wiecie, że dostąpiliśmy nowego wymiaru pizzy? Konkretnie pizzy kwadratowej o wymiarach 40×30. Nie wiadomo do końca czego jest 40, a czego 30, wiemy jednak, że jest kwadrat.

http://pizza4you.pl/?link=7&kate=Pizza%204%20Rogi

a jakby brakło linka czy coś:

Zrzut ekranu menu z Kwadratową Pizza 40x30

Posted in łeb2.0 | Leave a comment

Hello world! Hello again!

Witamy ponownie! Tym razem na lepszym serwerze, na nowszej wersji i pewno z nowymi zmianami. Hello World!

Welcome to WordPress. This is your first post. Edit or delete it, then start blogging!

Posted in Uncategorized | 1 Comment

MacBook Pro – najbardziej zawodne gówno, acz ładnie opakowane

Mam dość. Dość cholernych awarii i problemów z tym komputerem. Jak wiemy, wszystko miało być och i ach, niezawodne, dopasowane, wydajne i cudowne. No i przez pewien czas było, dopóki się nie zepsuło – a zespół się gładzik, touchpadem zwany. Ja klik, on klik, ja przesuwam palec, on przesuwa kursor, ja podnoszę palec, a on nic. I tak do końca świata mogę sobie przeciągać klikniętą ikonkę czy jakiś element na playliście. A nie, mogę próbować klikać, walić i drapać z nadzieją, że łaskawie “puści”. Ale ja mam to gdzieś.Samozamykające się programy raportujące o ładnym błędzie to już w sumie normalka. Niemniej dopóki nie są niebieskie to są dobre, a nie złe łindołsowe, które jak wiadomo, tam występują co 30s.Mam dosyć wykluczenia softwarowego – mam dosyć używania wirtualnych maszyn by odpalić proste programy, dosyć przełączania się na Windowsa (prawie czuje fale nasienia z masturbujących się appleboyów “tak, można tu odpalić windowsa”). Kretyńsko umieszczonego klawisza Fn też mam dosyć. Tak jak niskiej wydajności w grach i płacenia 30$ za menadżera plików, który nadal nie potrafi z dwóch katalogów o tej samej nazwie utworzyć jednego, zawierającego sumę ich obu (w sensie kartezjańskim). Mam dosyć gorącej obudowy, szukania przejściówki by podłączyć monitor, całych dwóch gniazd USB oraz systemu HFS+ na dyskach, bo inaczej nic na nich ten “najnowocześniejszy system świata” nie zrobi.Dosyć mam również, a może przede wszystkim totalnie zamkniętego i kleistego bagna w postaci programowania pod system tenże – dokumentacja czegokolwiek woła o pomstę do nieba (rocznik 2006, świeżutkie, nie?), techniczne filmy jak już pobiorą się łaskawie przez iTunes (przeglądarka, iTunes, przeglądarka, klikasz, on nic, ściaga inny odcinek albo w ogóle nic, a nawet nie ma gdzie tego kontrolować – bo po co) składają się głównie z słów “its so exciting” powtarzanych przez nikomu nieznanych developerów (którzy 11 lat projektowali Cocoa, co tłumaczyłoby to czemu wygląda to jak moje projektu z początku XXI wieku…).Jednego nie można zarzucić – dobrego marketingu, na który i ja się złapałem. Nie było to trudne zresztą, a może i to stanowiło ważny element decyzji, że ludzie naprawdę dobrze się o tych komputerach wypowiadali. Szkoda tylko, że dotyczyło to wersji tak gdzieś do 2008 roku, potem w Internecie króle pogląd pt. “kiedyś mój Mac był fajny i niezawodny, a teraz (…)”. Pora wymienić to gówno na coś normalnego,a masturbację zajebistości pw. Jabłka zostawić innym…

Posted in Mac, Technologie | Leave a comment

Czy ja “pracuję” z idiotami?

Jako, że mój wyjazd zagraniczny polega na robieniu projektu wraz z innymi ludźmi dla których ten wyjazd też jest zagraniczny to czasem trzeba coś zrobić. Gdy się natomiast jest nadczłowiekiem z Hiszpanii, a do tego kobietą, to oczywiste jest, że wszyscy powinni wokół jaśniepani skakać, a projekt ten będący jednocześnie jej zaliczeniem na tytuł inżyniera. Także w bólach łaskawie przyjęła zlecenie utworzenia “słownika wyrazów mnie lub bardziej znanych”.

Mac OS X: Macintouch Operating System nº 10.

Copy-paste z wikipedii jest jednak czasami za trudne…

Posted in Bez kategori | Leave a comment

MacBook Pro a gitara

Co mają wspólnego? Poza ikonką GarageBand chyba nic, odpowie pierwszy lepszy zapytany. Nic bardziej mylnego! Jako, że od czasu do czasu chwycę za wiosło (ach!) zauważyłem pewną zależność – po paru godzinach programowania idzie mi lepiej – dzisiaj odkryłem przyczynę!

Lepsze rozciągnięcie palców! Cmd-Alt-Shift-Ctrl-F? Alt-Shift-Cmd-R? A potem Alt-Cmd-Esc? I ż..bach..Cmd-Z, szybki slide to na Cmd-Y, a potem na Shift-Cmd-Z bo któreś zwykle działa..

Posted in Mac, Życie | 1 Comment

A może pan skończyć za mnie studia?

Po raz kolejny trafiła do mnie wiadomość o biednej studentce która biedna, całym wysiłkiem rodziny ciężko pracując przez lata dostała się na studia i prace robi
(czy raczej ma mieć zrobioną). No i ta ciężko zapracowana studentka (czemu zawsze trafiałem na kobiety?) oczekuje naszej jakże to cennej dla niej pomocy – sprowadza się
to do wypełniania mniej lub bardziej debilnych czy przestrzałych ankiet w formie przeróżnej.

No i generalnie nie ma w tym nic złego, różne typy studiów są. Tylko problem, że nigdy, przenigdy biedna pani studentka nie zrobi tego osobiście! Zawsze spamują mnie
koledzy, bracia, siostry czy inne koleżanki. Także mój mały apel:

Weźmy się studenty do roboty, chociaż pozory zachowajmy, że 5 (minimum!) ostatnich lat nie zostało przepierdolone i że 1953243 magister w tym roku jest cokolwiek ważny

Tyle żółci na dzień dzisiejszy

Posted in Flamewar, niepokorny, Życie | Leave a comment

Django as web framework part 1

This framework has caught my attention when my friend left company ‘because now I switch to Django’. A few evenings later I tried and I loved. About month later I found a job as a Python and Django programmer. Despite of my small background (comparing to PHP) I became ‘main Django master’ and my job focused on adopting Django for the rest of the team to make their work seamless and full of readymade components.

Documentation

Django documentation is poor. Yes, of course, you can find a nice tutorial, magical snippets thats makes your page working in less than 5 lines of code. For most important things like Request/Response object you will find complete description. Problems start when you go out of given Django path and need. List of available model fields or forms fields/widgets is long, but..well, its just a list.

When you want to use something more complex like MultiWidget or MultiField things get complicated. Not a word in documentation. All you can do is to read the Django code and try to understand. But due to Python nature some things are not easy to notice, debugging also does not help much. I’ve spent 2 weeks trying to make a easy to use form widget and field to select date and hour in some different way (we needed 3 fields, one for date, one for hour and one for minutes, with interval of 5 minutes – ranges can vary). Of course after this I managed to do the next one in just 2 days.

How many Django developers knows about Q objects? They are useful as hell, but in documentation is one tiny link to them, hidden between some paragraphs. If you know you can use search functions of documentation, but still.

Database

Continue reading

Posted in Django, EN, Technologie, Web | Leave a comment

Studenckie życie na jabłku

MacBooka mam już chyba ze dwa miesiące – z czego miesiąc spędził ze mną w Oslo jako jedyny towarzysz z gatunku komputerów szeroko pojętych. Zmuszony niejako byłem z niego korzystać, no i oto parę konkluzji:

  • Mac OS X ssie, pamięciożerność i ogólna zasobożerność a także responsywność przy cięższych zadaniach jest katastrofalna.
  • Ciągle nie mogę połączyć zawartości folderów. Nawet cudowna płatna aplikacja Forklift reklamująca się tą jakże nietypową w innych systemach funkcją nie potrafi tego zrobić w sposób zadowalający (czyli chociaż w połowie dobrze jak okrutny, znienawidzony niebieskoekranowy Windows)
  •  Praca na baterii jest OK
  • System usypiania i hibernacji też. Niezmiernie ważna sprawa i przydatna, można wielokrotnie na dzień (a patrząc na uptime to i wielotygodniowo) zamykać i otwierać bez większej straty wydajności – może dlatego, że ta po prostu cały czas jest do dupy
  • iWork jest fajny, zwłaszcza Numbers, niestety przenośność jest znikoma

Continue reading

Posted in Mac, Technologie, Życie | Tagged , , , | Leave a comment